24.8.12

Believe Tour - my story.


“Cause everything starts from something, but something would be nothing, nothing if your heart didn’t dream with me…” – Tak. Właśnie piosenka Believe towarzyszyła mi od rana w drodze do Łodzi. Po co tam jechałam? Spełnić marzenia. Zobaczyć osobę, dzięki której tak naprawdę uwierzyłam w siebie. Dzięki której nie poddaję się i dążę do swych marzeń. Czy to nie cudowne? Dla mnie owszem. Od zawsze tego pragnęłam. Chciałam spotkać Justina oraz inne Polish Beliebers. W końcu nam się udało. Po długich walkach właśnie NAM udało się wygrać marzenia. Powoli dojeżdżałam do hali, przed którą zebrał się już spory tłumek fanek Kanadyjczyka. Każda z nich trzymała plakaty z jego podobizną oraz Polskie flagi. Gdy wysiadłam z samochodu, dołączyłam do Beliebers i rozpoczęłyśmy odliczanie. Zostały tylko 2 godziny. Tylko tyle czasu dzieliło nas od spełnienia największego marzenia… Wiele z nas śmiało się, inne płakały ze szczęścia. Nadal nie mogłyśmy w to uwierzyć. Coś, co na pozór było nie do osiągnięcia, coś, o czym tyle marzyłyśmy – właśnie się dzieje. Po kilku wspólnie wyśpiewanych piosenkach, tańcach, mini-paradzie, ochroniarze otworzyli drzwi do hali. Przed wejściem uformowała się dość długa kolejka, jednak na moje szczęście, stałam na jej początku. Po ok. 10 minutach byłam już w środku. Niedaleko drzwi uplasowało sobie miejsce stoisko z pamiątkami z trasy. Były tam m.in. koszulki, kubki i inne gadżety związane z Justinem. Po zakupieniu drobnego upominku udałam się na salę, gdzie miał odbyć się koncert. Cóż – muszę przyznać, że była ogromna. Na szczęście miałam miejsce w sektorze, który mieścił się blisko sceny, dlatego wszystko bardzo dobrze widziałam. Po zajęciu miejsc przez większość osób, wybiła upragniona godzina – 18:30. Po kilku minutach na scenę weszła Carly, która rozgrzewała publiczność przed występem Justina. Dziewczyna zaśpiewała kilka swoich kawałków, m.in. Call me maybe dzięki któremu wszystkie osoby na hali poczuły TĄ atmosferę. Na tablicy za nią pojawił się zegar, który odliczał końcowy czas do wyjścia JB na scenę. Zostało tylko 10 minut. Tylko 10 minut, które dzieliło nas, Polish Beliebers od ujrzenia Justina Drew Biebera - naszego idola, naszej inspiracji, chłopaka, dzięki któremu nasze życie stało się lepsze. Minuty coraz szybciej upływały. Ze sceny dobiegał głos DJ James’a, który rozgrzewał publiczność. Minuta. Tylko 60 sekund. Każda Polish Belieber odliczała sekundy razem z DJ. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy… Nie mogłam w to uwierzyć. 
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3… 2… 1!
ZACZYNAMY ZABAWĘ!
Spośród dużej chmury dymu wyłonił się On. Zaczęły się pierwsze dźwięki melodii ‘All around the world’. Justin po chwili powiedział: Polish Beliebers, czy wy też chcecie być kochani? (nawiązanie do linijki: Cause all around the world people want to be loved). Kanadyjczyk zaczął śpiewać piosenkę, przy czym tańczył wraz ze swoim zespołem. Po AATW zaśpiewał Take you, a następnie Right here.
- Witaj Polsko! – jego głos cudownie zadźwięczał w moich uszach – Jak się dziś macie? Dziękuję za tak liczne przyjście na koncert… Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że mogę tu wystąpić! Dziękuję, że o to walczyliście. Czy jesteście gotowi na najlepszą noc swojego życia? Jeśli tak… RUSZAMY! Pamiętajcie, że dopóki będziecie mnie kochać, będę waszą platyną, waszym srebrem, złotem… LEGGO!
Po tych słowach JB zaśpiewał As long as you love me, a następnie Somebody to love z wcześniejszej płyty. Publiczność bawiła się cudownie, każda Belieber skakała oraz śpiewała wraz z Justinem. Kanadyjczyk nagle przerwał kawałek, po czym spytał się nas:
- Drogie dziewczyny… Czy mogę zostać waszym chłopakiem?
Justin zabawnie poruszał brwiami, po czym zaczął śpiewać Boyfriend. Jego ruchy sprawiały, że na hali panowała podwyższona temperatura :D Po skończonym utworze Justin zniknął za kurtyną, a na scenie pojawił się zespół The Wanted, który był drugim suportem Justina podczas trasy. Skład zaśpiewał kilka piosenek, po czym na scenie zgasły światła. Po chwili jeden reflektor zaświecił wprost na Justina, który siedział na taboreciku z gitarą w ręku. Nastąpiła ‘melancholijna’ część koncertu.
- Well… Jak już wspomniałem wcześniej, jesteście naprawdę cudownymi fanami! Mimo tylu przeszkód, nie poddaliście się i za to was najbardziej kocham. Wiem, że czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale po to tutaj jestem – by was wspierać. I pamiętajcie – cokolwiek by się nie stało… Everything’s gonna be… alright.
Justin zaczął śpiewać utwór, podczas którego każda z nas wyjęła święcące pałeczki, którymi machałyśmy. Pozostał tylko blask reflektora oraz głos Justina. Po Be Alright Justin zaśpiewał Up, Fall, a następnie Never let you go. Podczas tego wieczoru po raz drugi w moich oczach zagościły łzy. Były to łzy szczęścia. Od pierwszego przesłuchania NLYG marzyłam, by usłyszeć tą piosenkę na żywo. Zauważyłam, że moja przyjaciółka, która stała obok też miała ‘wodę’ w oczach. Przytuliłam ją i w uścisku wysłuchałyśmy utworu do końca. Gdy Justin skończył śpiewać, odłożył gitarę na bok i rozglądnął się po sali. Na jego twarzy gościł uśmiech oraz miał iskierki szczęścia w oczach. To było niesamowite uczucie wiedząc, że on uszczęśliwia nas, a my jego.
- Tyle pięknych dziewczyn pojawiło się dziś  na moim koncercie. I tak zastanawiam się… Ile z was jest singiel kami – momentalnie sala z cichego miejsca stała się chyba najgłośniejszym w całej Europie – Och, wnioskuję, że dużo – Justin zaśmiał się lekko – A ile z Was czuje się samotnych? – kolejna salwa krzyków ze strony publiczności – O, też dość dużo. Wiecie po co was się o to pytam? Gdyż dziś, właśnie tutaj, w Łodzi… Wybiorę swoją One less lonely girl.
Każda z Polish Beliebers na sali wraz z Justinem zaczęła śpiewać jeden z jego najbardziej znanych utworów. Kanadyjczyk podszedł do granicy sceny, gdzie następnie uścisnął ręce fanów z pierwszych rzędów. Po chwili jedna z nas wyszła na scenę. Poznawałam tą dziewczynę. Zaledwie tydzień temu rozmawiałam z nią na tinychat, gdzie wspólnie jarałyśmy się koncertem. Szczęściara – pomyślałam w myślach. Dziewczyna miała łzy w oczach, a gdy podszedł do niej Justin z wielkim bukietem róż – o mało co nie zemdlała. Biebs przytulił ją mocno i szepnął do jej ucha: Spokojnie to tylko ja. Każda z nas wydała słynne: awww, gdyż Jus zapomniał, że wszystko co mówi słychać na całej hali. Z niewielką pomocą tancerzy dziewczyna zeszła ze sceny. Justin ponownie się uśmiechnął i zaczął śpiewać Love me like you do. Wiele dziewczyn musiało usiąść z wrażenia na krzesełkach (dlaczego – chyba nie muszę tłumaczyć). Po skończonej piosence Justin znikł ze sceny, a na tablicy pojawił się wielki napis: To już koniec. Dziękuję Wam za wszystko. Jesteście wspaniali! Publiczność zaczęła krzyczeć sławne ‘Buuu’ oraz ‘Chcemy więcej!’. Po chwili na scenie pojawił się z powrotem Justin.
- Niestety, koncert dobiegł już końca. Dziękuję wam za wszystko, jesteście wspaniali! Chciałem wam tylko powiedzieć, byście po prostu… Wierzyli. Just believe.
Ostatnim utworem, jaki Justin zaśpiewał tego wieczoru było ‘Believe’. Na telebimie za chłopakiem ukazały się jego zdjęcia – gdy grał na gitarze w Stratford, z początków kariery. Każda z nas śpiewała razem z nim piosenkę. To było niesamowite. Pod koniec utworu chórem krzyknęliśmy: DZIĘKUJEMY. Szczerze? W oczach Justina dostrzegłam łzy. Był naprawdę szczęśliwy. I to szczęście dałyśmy mu my, rodzina Polish Beliebers.
“To what you can do, You just gotta believe…” J
___

Zwycięskie opowiadanie z opb.xx.pl Dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali i pisali pochlebne zdanie o moim ‘opowiadanku’. Naprawdę, jestem Wam za to ogromnie wdzięczna! #muchlove




17.8.12

Love me like there's nothing left to lose...


JB tak dziś pięknie wyglądał. Nie mogłam mu się oprzeć. Wiem, że ślubowałam utratę dziewictwa po ślubie, ale teraz, po 2 latach związku z Justinem byłam pewna i gotowa, by zrobić TO. No i w końcu nie wytrzymałam. On pachniał tak pociągająco i przyjmował seksowne pozy a swoimi ustami i językiem po prostu mnie kusił i wabił do siebie. Chciałam z nim robić nieprzyzwoite rzeczy. Chciałam żeby mnie dotykał i nigdy nie przestawał. Podeszłam do niego. "Shawty co się dzieje?" - zapytał. Ja na to: "Justin... Nie mów nic... shh...", po czym zaczęłam go namiętnie całować. On objął mnie w talii i wziął na ręce. Zaniósł mnie do sypialni... Usiadł ze mną w ramionach na łóżku. Zaczął mnie lekko muskać po szyi. Po kilku minutach przestał, spojrzał mi głęboko w oczy i zapytał: "Shawty na pewno tego chcesz? Nie chcę Cię do niczego zmuszać...’'… ‘’Tak Justin pragnę Cię. Ja nigdy nie umiałam przejść obok Ciebie obojętnie. Od zawsze na Twój widok robiło mi się gorąco i miałam ochotę podbiec do Ciebie i zacząć szalenie całować. Już dłużej nie wytrzymam Justin ja chcę żebyś mnie dotykał, chcę czuć Twoje gorące ciało, które mnie obejmuje i chcę być cała Twoja’’ odpowiedziałam. '"Kocham Cię wiesz?" Odpowiedział po czym zaczął delikatnie całować mnie w usta. Czułam się, jakby dotykał mnie motyl... Jednak po chwili pocałunki stawały się co raz bardziej zachłanniejsze, czułam, że z każdą chwilą zatracamy się w sobie. Od teraz nie liczyło się dla mnie nic, prócz Justina... Był delikatny. Pieścił moje zaróżowione policzki i gorącą szyję. Całował dokładnie i z uczuciem. To było piękne uczucie. Dotykał moje ramiona. Zaczął powoli odpinać moją sukienkę. Rozwiązał moje włosy a one lekko opadły mi na ramiona. Pieścił je swoim ciepłym dotykiem choć czułam że jego ręce drżą. ‘' Justin coś jest nie tak? ‘' Zapytałam. ‘' Wszystko w porządku ale boję się że zrobię Tobie krzywdę... Nie chcę żebyś czegoś żałowała. Nie chcę Cię stracić. ' jego słowa dodały mi otuchy. '’ Justin nie bój się. To ja powinnam sie bać bo to jest mój pierwszy raz, ale ja Ci ufam i kocham Cię. Nie zrobisz mi krzywdy ja sama tego pragnę!’’. '"Nawet nie wiesz jak mi na Tobie zależy... Chcę dla Ciebie jak najlepiej kochanie... Byłaś jesteś i będziesz do końca moich dni najważniejsza dla mnie. To się nigdy nie zmieni...'' Powiedział po czym zdjął ze mnie ubranie.. Oboje zostaliśmy w samej bieliźnie... Justin patrzył na mnie badawczym wzrokiem, jakby szukał odpowiedzi na jakieś pytanie... Patrzył na mnie a ja czułam że coraz bardziej się rumienię. Nigdy nie czułam się aż tak obserwowana. Nie było to złe spojrzenie. On patrzył na mnie z uwielbieniem a w jego oczach migotały iskierki szczęścia. Miałam nadzieję że z czasem moje skrępowanie minie. Gdy dotknął mojego uda lekko się wzdrygnęłam. Justin od razu to zauważył. ‘' Nie bój się skarbie. Jesteś najpiękniejsza! Masz piękne ciało które uwielbiam i chciałbym go spróbować. Nie krępuj się mnie. To nic złego kochanie że siebie pragniemy.’' Po tych słowach poczułam jego rozpalone wargi na moim brzuchu. Wszystkie wątpliwości i skrępowanie minęło. Justin nie przestawał muskać mojego brzucha. Po jakimś czasie zaczął kierować się w górę, ku moim piersiom. Poczułam lekki dotyk jego dłoni na nich, lecz po chwili zabrał je. Spojrzałam na niego i lekko skinęłam głową, tak jakbym odpowiadała na pytanie: "Czy na pewno chcesz tego?". Kiwnęłam potakująco głową i spojrzałam głęboko w jego czekoladowe oczy. Były one pełne uczucia i zafascynowania. Czułam że skupia całą uwagę na mnie. Czułam się w tym momencie jak księżniczka. Spojrzałam na jego nabrzmiałe od pocałunków malinowe usta i lekko go pocałowałam żeby tym razem jemu dodać trochę odwagi. Uśmiechnął się lekko i wrócił do badania mojego ciała. Zaczął pieścić moje piersi a moje ciało instynktownie naprężyło się. Czułam się fantastycznie. Wewnątrz siebie czułam jak zalewa mnie fala gorąca i pożądania. Nie chciałam być dłużna Justinowi. Zaczęłam lekko jeździć palcem po jego torsie... Czułam, że jest mu dobrze. Po chwili przeszłam do sedna. Zaczęłam całować jego klatkę piersiową następnie zaczęłam muskać go po szyi... Zaczął lekko pojękiwać. Wiedziałam, że podoba mu się to, więc nie przestawałam. Po kilku minutach czułam jak jego członek staje się coraz większy z podniecenia... Jego ściszony głos pieścił moje uszy. Jego ciepły dotyk przyprawiał mnie o dreszcze. Czułam się szczęśliwa aczkolwiek chciałam brnąć w to dalej. Justin gwałtownie ale za razem delikatnie położył mnie na łóżku. Spojrzał głęboko w oczy i zaczął namiętnie całować badając językiem moje usta i pieszcząc mój język. Nigdy nie całował mnie z takim zaangażowaniem i z taką ochotą. To było kolejne nowe przeżycie. Czułam że tej nocy idę na całość. Gdy mnie całował jedną ręką zanurzał się w moich miękkich włosach. Słyszałam jak cicho jęknął. Jego przyspieszony oddech i głos jego serca wypełniał mnie. Czułam że dziś doświadczę czegoś nowego. Czegoś co zapamiętam na zawsze i coś co połączy nas już na zawsze i przypieczętuje naszą miłość. Justin nagle stał się spięty, nie wiedziałam o co chodzi... Zerwał się z łóżka i podszedł do okna. Spojrzał na gwiazdy na niebie i szepnął: "A jeśli coś nie wyjdzie? Jeśli mi się nie uda? Ja na prawdę boję się, że coś pójdzie nie tak..." Usiadł na miękkim dywanie i złapał się za głowę. Wiedziałam, że muszę pokazać mu, że zależy mi na nim, na tym co się dzieje i na nas.. Na wpół naga podeszłam do niego i przytuliłam go do swojego ciała. Chciałam, by słyszał jak moje serce bije, bije tylko dla najważniejszej osoby w moim życiu... Wyszeptałam: "Nie bój się. Kocham cię..." i zaczęłam go z powrotem całować. Zauważyłam, że Justin stracił jakiekolwiek obawy i przejął inicjatywę. Zerwał z nas pozostałą bieliznę i położył mnie na łóżko namiętnie całując... Leżałam na łóżku naga. Nie czułam już żadnej krępacji. To było coś pięknego. Chciałam jak najszybciej się z nim połączyć. Poczuć go w sobie. Wiedziałam że Justin już jest na to gotowy dlatego nie chciałam dłużej z tym zwlekać. Zachęciłam Justina spojrzeniem i puściłam mu oczko tak na dodanie otuchy. ‘' Pamiętaj że Cię kocham i że nigdy Cię nie skrzywdzę ‘'. W odpowiedzi pocałowałam go w usta. Czekałam na ten moment. Poczułam członka Justina między udami i lekko je rozchyliłam zapraszając go tym do siebie. Just był delikatny. Pocałował mnie w czoło i lekko wszedł we mnie po czym od razu gwałtownie wyszedł. Nie wiedziałam co się stało. ‘' Nie mogę. Naprawdę boję się zadać Tobie ból! ‘'… ‘' Justin każdy pierwszy raz boli ale ja o tym nie myślę. Ja myślę o tym jak będzie nam cudownie. Przestań się tym przejmować i kochaj się ze mną głuptasie! ‘'. Justin lekko się roześmiał i wrócił do poprzedniej czynności. Wszedł we mnie kolejny raz powoli ale tym razem głębiej. Zabolało mnie to ale odsunęłam od siebie te myśli i rozkoszowałam się tą chwilą. Justin ruszał biodrami powoli aczkolwiek były to zdecydowane ruchy. Czułam jak nam obojgu różowieją policzki i przyspiesza oddech oraz bicie serca. Justin pojękiwał a ja wiłam się pod nim z rozkoszy. Nigdy nie pomyślałabym że miłość fizyczna może dać mi tyle przyjemności. Justin splótł nasze dłonie i tkwiąc we mnie patrzył mi się przenikliwie w oczy. Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi po czym pocałował ją delikatnie. Uwielbiam gdy to robił. Przyprawiał mnie tym o dreszcze! Znów spojrzał w moje oczy i wypowiedział dwa magiczne słowa ' Kocham Cię! ' niczego wtedy więcej do szczęścia nie potrzebowałam. Jego ruchy stawały się gwałtowniejsze  ale nie czułam już żadnego bólu. Czułam samą przyjemność. Kocham się z moim chłopakiem którego kocham nad życie. Justin był coraz gwałtowniejszy. Czułam że już niedługo to się stanie że oboje zdobędziemy szczyt! Nasze ciała były mokre od potu ale to dodawało uroku. Za oknem panowała noc. Na niebie widniał piękny księżyc i miliardy gwiazd. A ja? Ja właśnie kochałam się z moim chłopakiem który dawał mi cholerną przyjemność! pożądałam jego ciała. Czułam że od tego momentu coś się zmieni że już na zawsze zapamiętam tę chwilę. Justin ruszał biodrami coraz bardziej a ja czując go w sobie w końcu doszłam do szczytu! Wiłam się i jęczałam z rozkoszy! Nie kontrolowałam swojego ciała. Krzyczałam imię swojego ukochanego i zaciskałam nasze dłonie. To uczucie było nie do opisania. Nigdy nie czułam się tak fantastycznie! Justin również doszedł. Zaczął krzyczeć moje imię i jęczeć a po pewnym czasie opadł na mnie i zaczął łapać powietrze a jego serce waliło jak młot. Leżeliśmy tak przez jakiś czas. Każde z nas było zadowolone i pełne szczęścia. Chwila, na którą tak długo oboje czekaliśmy właśnie spełniła się. Po chwili Justin położył się obok mnie. Przytulił moje gorące i spocone ciało do swojego. Czułam, że dreszcze przenikają każdy element mojej materii. To było najprzyjemniejsze uczucie w życiu. Justin cały czas głęboko patrzył w moje oczy i uśmiechał się do mnie... Czułam się jak księżniczka, anioł, osoba, która dostała wszystko w swoim życiu. Po chwili zasnęliśmy wtuleni w siebie. Po tym zdarzeniu wiedziałam, że Justin jest najważniejszą osobą w moim życiu i nigdy nie opuszczę go. Wiem, że Just kocha mnie równo mocno jak ja jego…
 Czego chcieć więcej? ... <3

* Pisane razem z @Natsensible *


5.8.12

Just believe.


Tak łatwo sobie powiedzieć: Nie poddawaj się, prawda? Tak łatwo sobie powiedzieć: Nigdy nie mów nigdy, wierz w marzenia… Ale… Czy te słowa są naprawdę dla nas ważne? Czy są wypuszczone tylko na wiatr? Wielu z nas przeżywało okres w swoim życiu, w którym mieliśmy dość wszystkiego. Brak wiary, ciągłe kłopoty nieraz prowadziły kogoś do depresji, a nawet czegoś gorszego – odebrania sobie życia. I być może nie wszystkie problemy da się rozwiązać, ale jeśli się wierzy, że będzie lepiej – tak będzie. Ale jest jeden, mały ‘tyci’ szczególik – nie można sobie tylko powiedzieć: „Okej wierzę. Fajnie, prawda?”. Trzeba do tego NAPRAWDĘ dążyć i naprawdę tego chcieć. Wiara w marzenia i ich spełnianie nie polega tylko na wypisaniu rzeczy, których pragniemy. Musimy też nad tym pracować. Pomóc im się spełnić. Jak to mówią – bez pracy nie ma kołaczy. Tak samo jest z marzeniami – każdy je ma, prawda? Ale czy mamy siłę, odwagę, chęci, by je spełnić? Każdy ma. Ale nie każdy potrafi tę siłę odnaleźć.  
                                                                 Ja odnalazłam.                                                 
Wiecie ile jedna, mała obietnica potrafi zmienić życie człowieka? Jeśli nie, powiem Wam – bardzo dużo. Wyobraźcie sobie, że jest czas przed Wigilią, Bożym Narodzeniem… Wy jesteście po zmianie szkoły, wielu problemach, nie macie siły na nic. Jedyne na co macie ochotę, to uciec od wszystkiego jak najdalej. Przychodzi wieczór, gdy zasiadasz z rodziną i szykujecie kolację Wigilijną. Wywiązuje się między Wami rozmowa – na bardziej lub mniej błahe sprawy… W pewnym momencie schodzicie na temat marzeń i padają słowa: Tak, możesz. Możesz je spełnić, uda się. 
Radość, która tkwi w Tobie jest niewiarygodnie wielka. W końcu, po długim czasie ciemnych dni, ukazuje się w Twoim życiu iskierka nadziei. Na lepsze jutro. Nie poddajesz się. Pierwszy raz w życiu naprawdę rozumiesz sens tych słów. Wyznaczasz sobie marzenia, które wiesz, że jeśli będziesz wierzyć i nieustannie dążyć do nich – spełnią się.  Pracujesz nad tym, ‘pomagasz’ im w pewien sposób. Po prostu ukazujesz, jak Ci nad tym bardzo zależy. Mijają miesiące, a Twoja wiara zwiększa się. Coś wspaniałego się dzieje – w końcu pojmujesz, że pierwszy raz tak naprawdę uwierzyłeś w siebie. Coś, co kiedyś było praktycznie niemożliwe. Mija kolejny miesiąc. Jesteś tak blisko u celu, prawie że dotykasz go dłońmi. Twoja wiara wzrasta jeszcze bardziej. Dostajesz jakiegoś przypływu energii, czujesz, że możesz dosłownie wszystko. I udaje ci się. Coś, nad tym czym pracowałeś przez dobre ponad pół roku, a nawet i więcej właśnie się dzieje. Niemożliwe nie istnieje. Naprawdę.
 Jeśli masz chęć do walki i wiarę w to, co robisz, możesz osiągnąć wszystko. Tylko… Nie możesz się poddać. To co opisałam jest prawdziwe. Takie emocje, uczucia targały mną od jakiegoś czasu i w końcu postanowiłam je Wam ukazać. Dla wielu pewnie to nic nie znaczy, ale dla mnie bardzo wiele. Chciałam wam pokazać, że mimo przeciwności losu uda wam się. Musicie iść pod wiatr, walczyć o swoje. 
Wierzyć. 
Po prostu uwierzyć, że potraficie.





4.8.12

I will always be your angel.


Czy warto okłamywać ukochaną osobę? Osobę, która jest dla Was najważniejsza… Gdy pragniecie tylko jej szczęścia? A wiecie, że wy nie jesteście w stanie jej tego zapewnić. Te pytania dręczyły mnie od czasu, gdy dowiedziałam się o swojej chorobie. Nie, nie chciałam współczucia. Nie było mi ono potrzebne. Nie chciałam zranić ludzi swoim odejściem. Na zawsze. Dlatego zdecydowałam, że zerwę wszelkie kontakty z przyjaciółmi, z Justinem. Musiałam to zrobić.
Chłopak się spóźniał. Z jednej strony to dobrze, bo cały czas nie wiedziałam jak ubrać swoje uczucia w słowa. Z drugiej natomiast wolałam mieć już to za sobą. Powiedzenie słów: Przestałam Cię kochać, gdy nadal to było prawdą było najgorsze. Na horyzoncie pojawił się mój ukochany. Już z daleka uśmiechał się, jego oczy były przepełnione radością na mój widok.
- Witaj kochanie – Justin podbiegł i chciał mnie czule pocałować, jednak ja go odtrąciłam. Chwila ciszy. Pustka w głowie. Nie, nie wiedziałam jak to zrobić. Popatrzyłam mu w oczy. Promyki szczęścia zniknęły.
- To koniec – jedyne, co dałam radę wypowiedzieć…

* 3 miesiące później * - perspektywa Justina
 Nie mogę nadal zrozumieć jej decyzji. Przecież było tak dobrze, zawsze byłem przy niej. Nie wiem czemu to zrobiła. Czy ona mnie kiedykolwiek kochała? Czy po prostu chciała się zabawić moim kosztem? Tyle niewiadomych w mojej głowie. Nie wiedziałem NIC. Totalna pustka. W umyśle, w sercu… Wiedziałem tylko tyle, że nie potrafiłem bez niej żyć.
Przeglądałem kolejny folder z naszymi zdjęciami. Jej oczy, włosy, uśmiech… Wszystko w niej kochałem. Mówią, że na świecie nie ma ideałów. Jednak to nieprawda. Ona była, jest cudowna w każdym calu. Nie, nie mogę tego tak zostawić. Pobiegłem po telefon, a następnie szybko ubrałem buty. Zmierzałem w kierunku jej domu. Po jakimś czasie byłem na miejscu. Nikogo nie było. Albo nie chcieli mi otworzyć. Usiadłem na ławce, która znajdowała się na werandzie jej domu. Przypomniały mi się wszystkie wspaniałe chwile, które z nią przeżyłem. Każdy pocałunek, każda rozmowa z nią była dla mnie najważniejsza… Po kilkunastu minutach spostrzegłem wchodzącą do domu obok starszą kobietę. Podszedłem do niej i przywitałem się. Jednak nie mogłem powstrzymać języka za zębami i wypaliłem od razu:
- Nie wie może Pani, co dzieje się z rodziną, która mieszka obok, tutaj, w tym domu – wskazałem palcem na budynek.
- Ostatnio rzadko tu bywają. Większość czasu spędzają na wyjazdach do różnych klinik. Z tego co wiem, teraz znajdują się w szpitalu w naszym mieście.
- W szpitalu? – dopiero po chwili zacząłem kontaktować. Nie czekałem na odpowiedź. Czym prędzej pobiegłem na przystanek, który znajdował się przy ulicy obok. Chwila czekania na autobus i już zmierzałem w stronę miejsca, o którym powiedziała mi Pani Grey.
* pół godziny później *
Dotarłem do szpitala. Szczerze? Nie wiedziałem gdzie iść, dopóki nie zauważyłem mamy mojej ukochanej. Gdy ta zobaczyła mnie, podeszła powoli.
- Justin? – powiedziała zdziwionym głosem – Co, co Ty tutaj robisz? Dowiedziałeś się o…
- O czym? – przerwałem jej w połowie zdania – Może mi w końcu ktoś powiedzieć o co chodzi? 3 miesiące temu Pani córka zerwała ze mną. Nie wiem czemu, nie wiem co się dzieje. Teraz jak widać leży w szpitalu. Gdzie ona jest?
- Chyba powinieneś sam z nią o tym porozmawiać – powiedziała i zaczęła iść długim korytarzem. Szedłem za nią. Nie mogłem uwierzyć w to, co zdarzyło się za chwilę. Wkroczyliśmy na teren oddziału: Onkologia. To może oznaczać jedno.
- Tutaj leży – z rozmyślań wytrąciła mnie kobieta, po czym wskazała na zamknięte drzwi.
Nie wiedziałem, czy powinienem tam wejść.

*Perspektywa głównej bohaterki*
Tęsknię za nim. I to strasznie. Nadal nie mogę wybaczyć sobie tego, co zrobiłam. Jednak tak jest lepiej. Zapewne on mniej cierpi.
Drzwi do sali, w której leżę zaczęły się uchylać. Myślałam, że to moja mama, która poszła do bufetu kupić sobie coś do jedzenia. Jednak nie. Zobaczyłam tam chłopaka. Justina. Nie mogłam uwierzyć, w to co się dzieje. Jak on mnie tu znalazł? Po co przyszedł? Łzy zaczęły napływać do moich oczu. Poczułam pierwsze krople na moich polikach.  Justin nic nie mówił. Podszedł do mnie i przytulił. Brakowało mi tego…
Minęło trochę czasu, zanim wypuścił mnie ze swych objęć.
- Czemu, czemu mi nie powiedziałaś? – zapytał się ściszonym głosem – Przecież wiesz, że możesz zawsze na mnie liczyć…
- Ja… Ja wiem, nie powinnam. Ale myślałam, że tak będzie lepiej. Nie mogłam znieść myśli, że będziesz przeze mnie smutny, przygnębiony.
- Ale wiesz, że pomógłbym Ci z chorobą…
- To nie takie proste – przerwałam mu – Mojej choroby nie da się ot tak wyleczyć. To nie przeziębienie – czułam, że siły powoli ze mnie wypływają. – Justin, przepraszam. Ja nie chciałam, naprawdę…
- Shawty, kocham Cię – powiedział i zaczął płakać. Chciałam mu odpowiedzieć, jednak jedyne, co udało mi się wyjąkać to „Ja, ja też…”
Świat zaczął wirować. Wszystkie cudowne chwile, które przeżyłam z chłopakiem pojawiły się przed moimi oczyma. Małe światło, które znajdowało się gdzieś w oddali, powoli zwiększało się. Nie chciałam iść w jego stronę. Ale jakaś siła pchała mnie.
Będę zawsze przy nim. Będę jego aniołem. Na zawsze.


I'll never let You go.


Dźwięk piosenki. Teledysk. Zdjęcie. Jego imię. Doskonale pamiętasz chwilę, gdy po raz pierwszy dowiedziałaś się o Justinie. Szczupły, niezbyt wysoki chłopak z grzywką. Na początku nie sądziłaś, że będzie dla Ciebie tyle znaczył. A teraz? Teraz mijają 2 lata, od kiedy Kanadyjczyk stał się jedną z najważniejszych osób w Twoim życiu. Na Twojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Przypominasz sobie wszystkie cudowne chwile, które przeżyłaś dzięki niemu. Wiele osób nie może pojąć, czemu on dla Ciebie jest aż tak ważny. Właśnie… Często sama się zastanawiasz nad tym. Przecież go nie znasz. Jednak wiesz, że on zawsze jest przy Tobie. W Twoim sercu. Justin to nie tylko piosenkarz – dla Ciebie jest kimś więcej. Jest inspiracją. Dzięki niemu wierzysz w siebie. Wierzysz w swoje marzenia. Wszyscy myślą, że o! Kolejna fanka Justina, która była, jest i odejdzie za jakiś czas. Nie, mylą się. Nie możesz, nie potrafisz zostawić tego chłopaka. Zbyt wiele dla Ciebie znaczy. Zbyt wiele dla Ciebie zrobił, by teraz tak po prostu odejść od niego. Justin spełnił swoje marzenia, teraz czas na Ciebie.
Z rozmyślań wyrwała Cię Twoja najlepsza przyjaciółka, którą de facto poznałaś dzięki Kanadyjczykowi. Właśnie nastąpiła Wasza kolej, by wejść na halę, gdzie miał odbyć się koncert. Madison Square Garden – jedna z najbardziej znanych sal widowiskowych na świecie. Zostało pół godziny do show z trasy My World Tour. Zajęłyście miejsca w 7 rzędzie. Dookoła Was zaczęły pojawiać się kolejne Beliebers, które nie mogły doczekać się koncertu. Zaczęło się. Pierwsze takty ‘Love me’. Widownia oszalała. Wiele dziewczyn zaczęło płakać, inne krzyczały. Kilka nawet zemdlało… „Ochrona ma dziś ręce pełne roboty” - pomyślałaś. Kolejne piosenki. Bigger, U smile. Na telebimie zaczęły ukazywać się zdjęcia fanek, które wygrały konkurs i mogły spotkać swojego idola. Runaway love – uwielbiałaś choreografię Justina w tym utworze. Pod koniec piosenki metalowe serce zaczęło ‘płynąć’ w kierunku Justina. Wiedziałaś, co to oznacza. Kolejny pisk fanek. Kanadyjczyk usiadł na krzesełku, po czym chwycił gitarę w swoje ręce. Serce zaczęło się podnosić.
„Wiecie… - Justin zaczął mówić – Piosenka, którą zaraz zagram jest jedną z moich ulubionych z płyty ‘My world’. Dedykuję ją każdej osobie, która znajduje się w MSG. Dziękuję Wam. Jesteście dla mnie naprawdę ważni. I właśnie dlatego obiecuję, że nigdy Was nie opuszczę’ ‘’.
Justin zaczął grać pierwsze takty ‘Never let You go’ a w Twoich oczach pojawiły się łzy. Kochałaś tą piosenkę. Znaczyła dla Ciebie naprawdę dużo. Poczułaś, jak nieznajoma dziewczyna oraz Twoja przyjaciółka przytulają Cię. Właśnie za takie momenty kochałaś być Belieber. Nie ważne, czy znasz kogoś, czy nie – łączy Was wspólna pasja, dążenie do celu. Beliebers są jedną ,wielką rodziną, która zawsze będzie razem. Popatrzyłaś na Justina, który właśnie unosił się nad Waszymi głowami. Widziałaś skupienie na jego twarzy, gdy śpiewał. Po chwili przerwał. Popatrzył w tłum znajdujący się na sali. Wiedziałaś, że widok tylu fanów na pewno go uszczęśliwia. W pewnym momencie Wasze spojrzenia się spotkały. Justin uśmiechnął się do Ciebie i dokończył utwór.
Gdy Justin  powrócił na scenę, zaśpiewał kolejną piosenkę. Nie było dane Ci jej wysłuchać w towarzystwie przyjaciółki. Dlaczego? Ponieważ kilka minut wcześniej pewna osoba z team’u Justina zabrała Cię za kulisy. Nie mogłaś dalej uwierzyć, że wybrali właśnie Ciebie. Na tą jedyną, one less lonely girl.


I promise.


Bycie w ukrywanym związku nigdy nie jest łatwe. Sama wiesz coś o tym. Dziś mija 2,5 roku, odkąd jesteś z Justinem. Znaliście się już wcześniej, ale uczucie między Wami zrodziło się po wielu latach przyjaźni. To z nim przeżyłaś najpiękniejsze chwile w życiu, to jemu zawdzięczasz fakt, że od jakiegoś czasu chodzisz cała w skowronkach. Jest tylko jedno, małe ‘ale’ – sława chłopaka. To właśnie przez nią nie możecie wyjść spokojnie na spacer, na plażę, do kina. Wasze spotkania ograniczają się do tych w Twoim, lub jego domu.
- Cześć kochanie! – usłyszałaś głos Justina. Chłopak podszedł w Twoją stronę i usiadł obok na ławce – Nie jest Ci zimno Shawty? Jest -5 stopni, a Ty masz zbyt cienką kurtkę na sobie. Chodź tu do mnie – Justin chciał Cię przytulić jednak Ty odsunęłaś się. – Skarbie, coś się stało?
- Czy… Możemy się przejść? – spytałaś zachrypniętym głosem – Zapewne tutaj zaraz zjawi się stado paparazzich, a to przeszkodzi nam w rozmowie…
Ruszyliście. Central Park zimą był naprawdę piękny. Uliczki zasypane śniegiem, dzieci lepiące bałwany… Znaleźliście dość ustronne miejsce, gdzie nikt oprócz Was nie był. Idealna cisza.
- Ja wiem, po co mnie tu przytargałaś! Ha! Myślałaś, że Cię nie rozgryzę, co? – Justin mówiąc to wystawił język – Tak, tak, dziś nasza kolejna rocznica… Jeju, jak to zleciało, prawda? Pamiętam jak dopiero mówiłem Ci po raz pierwszy… Że cię kocham. Pamiętam tamtą noc, powrót znad jeziora. Jak zaczął padać deszcz, a Ty chciałaś jak najszybciej biec do domu… Jednak ja powstrzymałem Cię i pocałowałem. To było najpiękniejsze…  – monolog chłopaka przerwał jego telefon – Tak? Halo? Ale jak to? Scooter dałeś mi dziś wolny czas, bo dobrze wiesz, że świętuję z [TI]. Ale mnie to nie obchodzi, że mam jakiś wywiad! Miało go nie być dziś, tylko jutro. Nie, nie przyjdę! Co znowu z Seleną? – na imię dziewczyny poczułaś ukłucie w sercu.
Justin popatrzył na Ciebie przepraszającym wzrokiem i odszedł kawałek. Jednak Ty słyszałaś co mówi. Selena. Związek. Pocałunki. Przytulanki. Wszystko po to, by dziewczyna nie straciła sławy po odejściu z Disney’a. Czemu Justin to robił? Zaszantażowano go… Albo ustawka, albo koniec sławy. Dobrze wiedziałaś, jak Beliebers są dla niego ważni, więc zgodziłaś się na to. Jednak od pewnego czasu nie czułaś się szczęśliwa. Miałaś dość patrzenia na to, jak twój ukochany całuje się z inną, chodzi z nią wszędzie tylko po to, by ona nie przestała być ‘na fali’. W pewnym momencie na Twojej twarzy pojawiły się pierwsze łzy. Jedna, druga, trzecia. I tak po kolei. Nie chciałaś płakać. Miałaś tu przyjść, powiedzieć mu, że to koniec. Odejść i zapomnieć. Ale nie mogłaś. Justin za dużo dla Ciebie znaczył. Z rozmyślań wyrwał Cię głos Justina, który od jakiegoś czasu przypatrywał się Tobie.
- [TI] co się dzieje? Czemu płaczesz? Kochanie powiedz coś, błagam!
Chwila ciszy… Nie mogłaś ubrać swoich uczuć w słowa… To zbyt trudne.
- Justin, ja tak nie potrafię. Po prostu nie potrafię, rozumiesz?! – wykrzyczałaś prosto w twarz chłopaka – Te ciągłe schadzki, Selena to, Selena tamto. Bo Selena musi być sławna, bo Selena musi być bogata. Ja… Zgodziłam się na to tylko dla Ciebie. Ale od jakiegoś czasu nie masz dla mnie czasu. Ja rozumiem: wywiady, fani… Ale to mnie przerasta. – Przez łzy wypływające z Twoich oczu widziałaś chłopaka jakby przez mgłę… Stał nieruchomo, patrzył na Ciebie. Nie widziałaś iskierek szczęścia, jakie zawsze mu towarzyszyły. Widziałaś pustkę w jego spojrzeniu. – Przepraszam, ale ja nie potrafię inaczej.
Zdjęłaś naszyjnik, który podarował Ci kilka miesięcy temu. Małe serduszko, które miało oznaczać, że chłopak zawsze jest z Tobą.
- Przepraszam – podałaś wisiorek Kanadyjczykowi, po czym pobiegłaś przez park. To, co chciałaś zrobić już dawno temu… Stało się. Zostawiłaś go. Nie wiedziałaś, czy to słuszna decyzja, ale nie mogłaś inaczej. To wszystko dobijało Cię…
*3 tygodnie później*
Dziś 31 grudnia. Tak jak większość mieszkańców Nowego Yorku udajesz się na Time Square, by przywitać 2012 rok. Jest dość zimno, ale chłód Ci nie doskwiera. Jesteś tu ze swoją najlepszą przyjaciółką, która zawsze była, jest i będzie przy Tobie. Sylwester trwa w najlepsze, jednak Ty nadal wspominasz minione wydarzenia. Pustka w sercu powraca… Nie chcesz o tym myśleć. Nie teraz. Chcesz zacząć Nowy Rok bez zmartwień. Bez przeszłości. Teraz liczy się tylko teraźniejszość i przyszłość, którą prawdopodobnie spędzisz na spełnianiu swoich marzeń.
- Drodzy goście oraz widzowie przed telewizorami – z rozmyślań wyrwał Cię głos prowadzącego imprezę – chciałem Was serdecznie poinformować, że do Nowego Roku pozostało 5 minut! W związku z tym proszę o gromkie brawa dla tajemniczych gwiazd dzisiejszej nocy. Przed Wami Justin Bieber i Selena Gomez! – usłyszałaś pisk dziewczyn stojących przed Tobą.
Kolejne ukłucie w sercu. Przeszłość nie da o sobie zapomnieć.  Stałaś w bezruchu. Wspomnienia zaczęły powracać. Nie, nie tego chciałaś.
Justin wyszedł powoli na scenę. Widziałaś, że nie był sobą, czuł się źle. Za nim dumnym krokiem szła Selena, która starała się uśmiechać do wszystkich kamer wokół. Nic się nie zmieniła.
- Witam wszystkich zebranych – usłyszałaś zachrypnięty głos chłopaka – Dziękuję, że mogę być tu z Wami. – zaczął rozglądać się po ludziach stojących obok Ciebie.
Błagam, nie patrz tutaj, błagam nie patrz na mnie, błagam nie zobacz, że tu jestem – pomyślałaś. Tak, los zawsze płatał Ci figle. Wasze spojrzenia spotkały się. Justin zamilkł na chwilę. W jego oczach zobaczyłaś potworny ból. Zaczęłaś wycofywać się z placu przed sceną. Szłaś coraz szybciej mimo wołania Twojej przyjaciółki. Nie chciałaś tutaj zostać. Nie chciałaś widzieć, jak o północy on pocałuje ją. To było zbyt dużo jak dla Ciebie.
- Została ostania minuta do końca! – krzyknął mężczyzna – Rozpoczynamy odliczanie! Drodzy, zacznijcie szukać osoby, której o północy złożycie pocałunek. To bardzo ważne, jak wiecie!  - W tym momencie Selena jak za pomocą czarodziejskiej różdżki podbiegła do Justina i nieumiejętnie przytuliła go. Sztuczność wiała na odległość.
Szłaś nadal przed siebie. Nie chciałaś tego widzieć, nie chciałaś tu zostać. Usłyszałaś, że na scenie coś się dzieje, jest jakieś zamieszanie, ale nie chciałaś wiedzieć, co się dzieje. Czyżby Selena przyssała się do Justina przed północą? Pewnie tak.
- 10, 9, 8, 7… - tłum wokół Ciebie zaczął odliczać sekundy. Przyśpieszyłaś. Bałaś się tego przyznać, ale jedyne czego pragnęłaś to to, by Justin zszedł ze sceny, podbiegł do Ciebie i przytulił. Tak jak zawsze, gdy czułaś się źle – 6, 5, 4… - zaczęłaś coraz bardziej płakać. Miało być inaczej. To miało wyglądać zupełnie inaczej. – 3, 2, 1… - tłum wokół Ciebie jakby oszalał na letniej wyprzedaży. Rozległ się huk petard, a ludzie wokół Ciebie zaczęli sobie składać życzenia…
- Chcę byś był przy mnie – wypowiedziałaś szeptem i poczułaś nagłe szarpnięcie. Nie wiedziałaś co się dzieje, świat zamazywał Ci się przed oczami.
Jedyne co czułaś, to ciepło na Twoich wargach. Ciepło, które doskonale znałaś.
- Jestem, już na zawsze. Obiecuję…


Till the world end.


Stratford, 1 marzec 2011r.

- Juuuuustin! – krzyknęłaś na widok chłopaka, który właśnie wysiadał z auta z wielką walizką od Gucciego. – Jak dobrze, że jesteś – podeszłaś i przytuliłaś przyjaciela. – Wszystkiego najlepszego!
- Awww, moja mała [TI] – powiedział słodkim głosem Justin. Momentalnie kolana ugięły się pod Tobą. Znowu to uczucie, które towarzyszyło Ci od jakichś dwóch lat. Justin był Twoim najlepszym przyjacielem, jednak Ty czułaś do niego coś więcej. Nie powiedziałaś mu o tym, bo zwyczajnie bałaś  się tego. Bałaś się jego reakcji na słowa: Kocham Cię, które wypłynęłyby z Twoich ust. Bałaś się, że stracisz osobę, na której najbardziej Ci zależy. – To co… - z rozmyślań wyrwał Cię Justin – wejdziemy do środka i przyszykujemy dom na przyjęcie?
- No jasne – odpowiedziałaś, po czym oboje weszliście do pięknej willi, którą Kanadyjczyk kupił po rozpoczęciu kariery.
Przygotowania trwały w najlepsze, jednak pewna rzecz była dla Ciebie dziwna. Cały czas czułaś na sobie wzrok chłopaka. Niby nic takiego, ale… nigdy tak się nie zachowywał. Gdy salon został przystrojony, jedzenie ugotowane, poszłaś do pokoju gościnnego przyszykować się na przyjęcie. Miałaś dziś spać u Justina aby ‘Pilnować domu’ jak to powiedziała jego mama. Sama udała się do koleżanki, by nie przeszkadzać Wam w imprezie. Po godzinie byłaś gotowa i udałaś się do salonu, gdzie kilku gości zajadało się chipsami i paluszkami.
Impreza trwała już jakieś 2 godziny, większość zaproszonych chodziła zygzakiem po domu, szukając kolejnych puszek z trunkami. Tylko kilka osób nie piło – Ty, Justin i dziewczyna, którą znałaś ze szkoły. Chociaż przyjęcie było wspaniałe, było Ci smutno z jednego powodu – nie mogłaś zamienić ani jednego słowa z przyjacielem, który był zajęty imprezowiczami. Koło 2 nad ranem koledzy zaczęli się zbierać i nastąpiła akcja: Holowanie zgonów do domu. Zostałaś tylko Ty i Justin. W pokoju pełnym plastikowych kubeczków, talerzyków ze smakołykami oraz innych rzeczy, które latały podczas bitwy urodzinowej.
- Pora wziąć się za sprzątanie, co? – schyliłaś się po pustą puszkę piwa i podałaś Justinowi – Ty zbierz wszystkie śmieci, ja umyję naczynia, dobrze?
- Mmm, jasne, okej – odpowiedział chłopak.
Po godzinie dom w końcu wyglądał jak dom, a Ty wyczerpana opadłaś na miękkiej sofie, która o dziwo! Nie została ubrudzona przez Chaza, który postanowił oblać wszystkich szampanem. Tak, Chaz i jego pomysły – czasami nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Ale to był Chaz – jemu wolno robić takie rzeczy. Po chwili dołączył do Ciebie Jus, który wyniósł kolejny wór śmieci do kosza przed willą. Zapadła cisza. Słyszałaś tylko równomierny oddech Twojego przyjaciela.  
- Wiesz… - zaczął mówić – Nawet nie zdążyłem zamienić z Tobą ani jednego słowa na imprezie, przepraszam…
- Justin, nie musisz mnie przepraszać – przerwałaś mu – To Twoje urodziny, było zaproszonych 50 gości, rozumiem.
Chłopak uśmiechnął się  po czym dodał:
- Chciałem Ci tylko powiedzieć, że wyglądałaś zjawiskowo… Jak zwykle zresztą – ostatnie słowa dodał szeptem, tak jakby się bał Twojej reakcji – Słuchaj! – poderwał się z kanapy i stanął przed Tobą – Minęło 5 godzin zabawy, a ja nawet z Tobą nie zatańczyłem. Czy mogę prosić szanowną Mademoiselle do tańca?
Nie zdążyłaś odpowiedzieć, gdyż Justin złapał Cię za ręce i powlókł na ‘mini parkiet’, który znajdował się niedaleko Was. Włączył wieżę, z której zaczęły wydobywać się pierwsze dźwięki melodii. Poznałaś od razu. Never let You go - piano version. Uwielbiałaś tę piosenkę. Była taka magiczna… Zakochałaś się w niej od pierwszego usłyszenia. Tańczyliście wtuleni w siebie… Czułaś jego oddech na swojej szyi – doprowadzało cię to do istnego szaleństwa. Jego ręce powoli wędrowały po Twoich plecach, aż w końcu zatrzymały się na biodrach. Po chwili Justin zaczął śpiewać:


It's like an angel came by and took me to Heaven
'Cause when I stare in your eyes, it couldn't be better
Let the music blast
We gon' do our dance
Bring the doubters on, they don't matter at all
'Cause this life's too long, and this love's too strong
So baby know for sure,
That I'll never let you go…

Justin spojrzał Ci prosto w oczy. Jego wzrok przeszywał Cię na wskroś, a brązowe tęczówki przyciągały tajemniczą siłą. JB przybliżał coraz bardziej swoją twarz do Twojej, aż w końcu oparł się czołem o nią… Wasze usta dzieliło zaledwie parę milimetrów. Nigdy nie sądziłaś, że dojdzie do takiej sytuacji między Wami. Jednak stało się. Muzyka ucichła, a odległość między Waszą dwójką kurczyła się z każdą milisekundą. Po chwili poczułaś jego delikatne, rozgrzane wargi na swoich. Zawsze chciałaś wiedzieć, jak smakują jego usta. Zawsze chciałaś wiedzieć jakie to uczucie, gdy osoba, którą kochasz nad życie całuje Cię. Odwzajemniłaś pocałunek, który z każdym momentem stawał się coraz bardziej zachłanniejszy. Zatraciliście się w sobie. Poczułaś, że zaczynasz się unosić. Tak, to Justin wziął Cię na ręce, a Ty oplotłaś go nogami wokół pasa. Między kolejnymi pocałunkami uśmiechnęłaś się, wiedząc, do czego zaraz dojdzie. Kolejna zaleta Waszej przyjaźni: Czasami bez słów rozumieliście się. Wystarczyło spojrzenie, gest… Justin zaczął nieść Cię do sypialni, która znajdowała się na piętrze. Po kilku minutach poczułaś chłód satynowej pościeli pod plecami… W mgnieniu oka pozbyliście się ubrań, które nie pozwalały Wam na kolejny krok, który i tak nastąpił tej nocy.
Pożądanie i namiętność wzięły górę.

*kilka godzin później*
Promienie słońca, które wpadały przez okno znajdujące się naprzeciwko łóżka obudziły Cię. Na początku nie wiedziałaś gdzie jesteś, jednak po chwili przypomniałaś sobie poprzednią noc. Imprezę, taniec, pierwszy raz, który przeżyłaś z najważniejszą osobą w Twoim życiu. Leżałaś na klatce piersiowej Justina słysząc bicie jego serca.
- Obudziłem Cię? – usłyszałaś zachrypnięty głos chłopaka.
Spojrzałaś na niego. Kanadyjczyk uśmiechał się i bawił Twoimi włosami. Dopiero teraz zauważyłaś iskierki radości w jego oczach.
- Nie, nie obudziłeś mnie – odpowiedziałaś. – Od dawna nie śpisz?
- Jakąś godzinę, może trochę dłużej. Tak słodko spałaś, że nie miałem sumienia by Cię obudzić kochanie…
Justin przybliżył się do Twoich ust i zachłannie wpił się w nie. Uwielbiałaś to uczucie.
Leżeliście jeszcze kilkanaście minut wtuleni w siebie, po czym Justin poszedł zrobić Wam śniadanie, a Ty zawędrowałaś do łazienki, gdzie wzięłaś prysznic. Ciepły strumień wody spływał po Twoim ciele, co odprężało Cię. Stałaś tak kilka minut, gdy poczułaś jak coś okala Cię w pasie. Wystraszyłaś się z lekka.
- Spokojnie, to tylko ja Shawty… Pomyślałem, że nic się nie stanie, gdy razem się wykąpiemy – powiedział Justin, po czym musnął Twoją szyję. Po wspólnej kąpieli chłopak ubrał swoje ulubione bokserki i dresowe spodnie. Natomiast Ty przypomniałaś sobie, że zapomniałaś wziąć torbę z ciuchami z pokoju obok. Zaczęłaś rozglądać się po łazience, w której leżała tylko koszula Justina z przyjęcia.
- Mogę pożyczyć? – zapytałaś chłopaka – Wiesz, nie chcę chodzić w samej bieliźnie po Twoim domu…
Justin spojrzał na Ciebie wzrokiem pod tytułem „What the fuck?” po czym dodał:
- No chyba się mnie nie wstydzisz, co… - mówiąc to wystawił język, jednak widząc, jak się rumienisz podszedł do Ciebie i przytulił od tyłu.  – Wiesz co właśnie robię? Przytulam do siebie najpiękniejszą dziewczynę na świecie, która ma najbardziej niesamowite ciało, jakie kiedykolwiek widziałem. A co do pytania: Jasne, możesz pożyczyć kochanie! – wypowiedziawszy ostatnie słowo Jus pocałował Cię w policzek. – Masz ochotę na śniadanie?
- Tak, z miłą chęcią, zjadłabym coś. – odpowiedziałaś. Justin ponownie wziął Cię w swoje objęcia i zaniósł do kuchni, gdzie posadził Cię na blacie.
- To na co masz ochotę… Hmmm…. Truskawki, pomarańcze, winogrono, jogurt, tost, czy może na mnie? – Kanadyjczyk posłał Ci uśmiech nr 5, który wywołał u Ciebie śmiech.
- Wybieram ostatnią opcję: Ciebie. Do końca świata i jeden dzień dłużej…