4.8.12

Till the world end.


Stratford, 1 marzec 2011r.

- Juuuuustin! – krzyknęłaś na widok chłopaka, który właśnie wysiadał z auta z wielką walizką od Gucciego. – Jak dobrze, że jesteś – podeszłaś i przytuliłaś przyjaciela. – Wszystkiego najlepszego!
- Awww, moja mała [TI] – powiedział słodkim głosem Justin. Momentalnie kolana ugięły się pod Tobą. Znowu to uczucie, które towarzyszyło Ci od jakichś dwóch lat. Justin był Twoim najlepszym przyjacielem, jednak Ty czułaś do niego coś więcej. Nie powiedziałaś mu o tym, bo zwyczajnie bałaś  się tego. Bałaś się jego reakcji na słowa: Kocham Cię, które wypłynęłyby z Twoich ust. Bałaś się, że stracisz osobę, na której najbardziej Ci zależy. – To co… - z rozmyślań wyrwał Cię Justin – wejdziemy do środka i przyszykujemy dom na przyjęcie?
- No jasne – odpowiedziałaś, po czym oboje weszliście do pięknej willi, którą Kanadyjczyk kupił po rozpoczęciu kariery.
Przygotowania trwały w najlepsze, jednak pewna rzecz była dla Ciebie dziwna. Cały czas czułaś na sobie wzrok chłopaka. Niby nic takiego, ale… nigdy tak się nie zachowywał. Gdy salon został przystrojony, jedzenie ugotowane, poszłaś do pokoju gościnnego przyszykować się na przyjęcie. Miałaś dziś spać u Justina aby ‘Pilnować domu’ jak to powiedziała jego mama. Sama udała się do koleżanki, by nie przeszkadzać Wam w imprezie. Po godzinie byłaś gotowa i udałaś się do salonu, gdzie kilku gości zajadało się chipsami i paluszkami.
Impreza trwała już jakieś 2 godziny, większość zaproszonych chodziła zygzakiem po domu, szukając kolejnych puszek z trunkami. Tylko kilka osób nie piło – Ty, Justin i dziewczyna, którą znałaś ze szkoły. Chociaż przyjęcie było wspaniałe, było Ci smutno z jednego powodu – nie mogłaś zamienić ani jednego słowa z przyjacielem, który był zajęty imprezowiczami. Koło 2 nad ranem koledzy zaczęli się zbierać i nastąpiła akcja: Holowanie zgonów do domu. Zostałaś tylko Ty i Justin. W pokoju pełnym plastikowych kubeczków, talerzyków ze smakołykami oraz innych rzeczy, które latały podczas bitwy urodzinowej.
- Pora wziąć się za sprzątanie, co? – schyliłaś się po pustą puszkę piwa i podałaś Justinowi – Ty zbierz wszystkie śmieci, ja umyję naczynia, dobrze?
- Mmm, jasne, okej – odpowiedział chłopak.
Po godzinie dom w końcu wyglądał jak dom, a Ty wyczerpana opadłaś na miękkiej sofie, która o dziwo! Nie została ubrudzona przez Chaza, który postanowił oblać wszystkich szampanem. Tak, Chaz i jego pomysły – czasami nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Ale to był Chaz – jemu wolno robić takie rzeczy. Po chwili dołączył do Ciebie Jus, który wyniósł kolejny wór śmieci do kosza przed willą. Zapadła cisza. Słyszałaś tylko równomierny oddech Twojego przyjaciela.  
- Wiesz… - zaczął mówić – Nawet nie zdążyłem zamienić z Tobą ani jednego słowa na imprezie, przepraszam…
- Justin, nie musisz mnie przepraszać – przerwałaś mu – To Twoje urodziny, było zaproszonych 50 gości, rozumiem.
Chłopak uśmiechnął się  po czym dodał:
- Chciałem Ci tylko powiedzieć, że wyglądałaś zjawiskowo… Jak zwykle zresztą – ostatnie słowa dodał szeptem, tak jakby się bał Twojej reakcji – Słuchaj! – poderwał się z kanapy i stanął przed Tobą – Minęło 5 godzin zabawy, a ja nawet z Tobą nie zatańczyłem. Czy mogę prosić szanowną Mademoiselle do tańca?
Nie zdążyłaś odpowiedzieć, gdyż Justin złapał Cię za ręce i powlókł na ‘mini parkiet’, który znajdował się niedaleko Was. Włączył wieżę, z której zaczęły wydobywać się pierwsze dźwięki melodii. Poznałaś od razu. Never let You go - piano version. Uwielbiałaś tę piosenkę. Była taka magiczna… Zakochałaś się w niej od pierwszego usłyszenia. Tańczyliście wtuleni w siebie… Czułaś jego oddech na swojej szyi – doprowadzało cię to do istnego szaleństwa. Jego ręce powoli wędrowały po Twoich plecach, aż w końcu zatrzymały się na biodrach. Po chwili Justin zaczął śpiewać:


It's like an angel came by and took me to Heaven
'Cause when I stare in your eyes, it couldn't be better
Let the music blast
We gon' do our dance
Bring the doubters on, they don't matter at all
'Cause this life's too long, and this love's too strong
So baby know for sure,
That I'll never let you go…

Justin spojrzał Ci prosto w oczy. Jego wzrok przeszywał Cię na wskroś, a brązowe tęczówki przyciągały tajemniczą siłą. JB przybliżał coraz bardziej swoją twarz do Twojej, aż w końcu oparł się czołem o nią… Wasze usta dzieliło zaledwie parę milimetrów. Nigdy nie sądziłaś, że dojdzie do takiej sytuacji między Wami. Jednak stało się. Muzyka ucichła, a odległość między Waszą dwójką kurczyła się z każdą milisekundą. Po chwili poczułaś jego delikatne, rozgrzane wargi na swoich. Zawsze chciałaś wiedzieć, jak smakują jego usta. Zawsze chciałaś wiedzieć jakie to uczucie, gdy osoba, którą kochasz nad życie całuje Cię. Odwzajemniłaś pocałunek, który z każdym momentem stawał się coraz bardziej zachłanniejszy. Zatraciliście się w sobie. Poczułaś, że zaczynasz się unosić. Tak, to Justin wziął Cię na ręce, a Ty oplotłaś go nogami wokół pasa. Między kolejnymi pocałunkami uśmiechnęłaś się, wiedząc, do czego zaraz dojdzie. Kolejna zaleta Waszej przyjaźni: Czasami bez słów rozumieliście się. Wystarczyło spojrzenie, gest… Justin zaczął nieść Cię do sypialni, która znajdowała się na piętrze. Po kilku minutach poczułaś chłód satynowej pościeli pod plecami… W mgnieniu oka pozbyliście się ubrań, które nie pozwalały Wam na kolejny krok, który i tak nastąpił tej nocy.
Pożądanie i namiętność wzięły górę.

*kilka godzin później*
Promienie słońca, które wpadały przez okno znajdujące się naprzeciwko łóżka obudziły Cię. Na początku nie wiedziałaś gdzie jesteś, jednak po chwili przypomniałaś sobie poprzednią noc. Imprezę, taniec, pierwszy raz, który przeżyłaś z najważniejszą osobą w Twoim życiu. Leżałaś na klatce piersiowej Justina słysząc bicie jego serca.
- Obudziłem Cię? – usłyszałaś zachrypnięty głos chłopaka.
Spojrzałaś na niego. Kanadyjczyk uśmiechał się i bawił Twoimi włosami. Dopiero teraz zauważyłaś iskierki radości w jego oczach.
- Nie, nie obudziłeś mnie – odpowiedziałaś. – Od dawna nie śpisz?
- Jakąś godzinę, może trochę dłużej. Tak słodko spałaś, że nie miałem sumienia by Cię obudzić kochanie…
Justin przybliżył się do Twoich ust i zachłannie wpił się w nie. Uwielbiałaś to uczucie.
Leżeliście jeszcze kilkanaście minut wtuleni w siebie, po czym Justin poszedł zrobić Wam śniadanie, a Ty zawędrowałaś do łazienki, gdzie wzięłaś prysznic. Ciepły strumień wody spływał po Twoim ciele, co odprężało Cię. Stałaś tak kilka minut, gdy poczułaś jak coś okala Cię w pasie. Wystraszyłaś się z lekka.
- Spokojnie, to tylko ja Shawty… Pomyślałem, że nic się nie stanie, gdy razem się wykąpiemy – powiedział Justin, po czym musnął Twoją szyję. Po wspólnej kąpieli chłopak ubrał swoje ulubione bokserki i dresowe spodnie. Natomiast Ty przypomniałaś sobie, że zapomniałaś wziąć torbę z ciuchami z pokoju obok. Zaczęłaś rozglądać się po łazience, w której leżała tylko koszula Justina z przyjęcia.
- Mogę pożyczyć? – zapytałaś chłopaka – Wiesz, nie chcę chodzić w samej bieliźnie po Twoim domu…
Justin spojrzał na Ciebie wzrokiem pod tytułem „What the fuck?” po czym dodał:
- No chyba się mnie nie wstydzisz, co… - mówiąc to wystawił język, jednak widząc, jak się rumienisz podszedł do Ciebie i przytulił od tyłu.  – Wiesz co właśnie robię? Przytulam do siebie najpiękniejszą dziewczynę na świecie, która ma najbardziej niesamowite ciało, jakie kiedykolwiek widziałem. A co do pytania: Jasne, możesz pożyczyć kochanie! – wypowiedziawszy ostatnie słowo Jus pocałował Cię w policzek. – Masz ochotę na śniadanie?
- Tak, z miłą chęcią, zjadłabym coś. – odpowiedziałaś. Justin ponownie wziął Cię w swoje objęcia i zaniósł do kuchni, gdzie posadził Cię na blacie.
- To na co masz ochotę… Hmmm…. Truskawki, pomarańcze, winogrono, jogurt, tost, czy może na mnie? – Kanadyjczyk posłał Ci uśmiech nr 5, który wywołał u Ciebie śmiech.
- Wybieram ostatnią opcję: Ciebie. Do końca świata i jeden dzień dłużej…



2 komentarze:

  1. ciekawe... ;)
    Fajnie piszesz ;* pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. 25 year-old Social Worker Abdul Hucks, hailing from Keswick enjoys watching movies like "Whisperers, The" and Computer programming. Took a trip to Madriu-Perafita-Claror Valley and drives a Chevrolet Corvette L88. zawartosc

    OdpowiedzUsuń