“Cause everything
starts from something, but something would be nothing, nothing if your heart
didn’t dream with me…” – Tak. Właśnie piosenka Believe towarzyszyła mi od rana w drodze do
Łodzi. Po co tam jechałam? Spełnić marzenia. Zobaczyć osobę, dzięki której tak
naprawdę uwierzyłam w siebie. Dzięki której nie poddaję się i dążę do swych
marzeń. Czy to nie cudowne? Dla mnie owszem. Od zawsze tego pragnęłam. Chciałam
spotkać Justina oraz inne Polish Beliebers. W końcu nam się udało. Po długich
walkach właśnie NAM udało się wygrać marzenia. Powoli dojeżdżałam do hali,
przed którą zebrał się już spory tłumek fanek Kanadyjczyka. Każda z nich
trzymała plakaty z jego podobizną oraz Polskie flagi. Gdy wysiadłam z
samochodu, dołączyłam do Beliebers i rozpoczęłyśmy odliczanie. Zostały tylko 2
godziny. Tylko tyle czasu dzieliło nas od spełnienia największego marzenia…
Wiele z nas śmiało się, inne płakały ze szczęścia. Nadal nie mogłyśmy w to
uwierzyć. Coś, co na pozór było nie do osiągnięcia, coś, o czym tyle marzyłyśmy
– właśnie się dzieje. Po kilku wspólnie wyśpiewanych piosenkach, tańcach,
mini-paradzie, ochroniarze otworzyli drzwi do hali. Przed wejściem uformowała
się dość długa kolejka, jednak na moje szczęście, stałam na jej początku. Po
ok. 10 minutach byłam już w środku. Niedaleko drzwi uplasowało sobie miejsce
stoisko z pamiątkami z trasy. Były tam m.in. koszulki, kubki i inne gadżety
związane z Justinem. Po zakupieniu drobnego upominku udałam się na salę, gdzie
miał odbyć się koncert. Cóż – muszę przyznać, że była ogromna. Na szczęście
miałam miejsce w sektorze, który mieścił się blisko sceny, dlatego wszystko
bardzo dobrze widziałam. Po zajęciu miejsc przez większość osób, wybiła
upragniona godzina – 18:30. Po kilku minutach na scenę weszła Carly, która rozgrzewała
publiczność przed występem Justina. Dziewczyna zaśpiewała kilka swoich
kawałków, m.in. Call me maybe dzięki któremu wszystkie osoby na hali poczuły TĄ
atmosferę. Na tablicy za nią pojawił się zegar, który odliczał końcowy czas do
wyjścia JB na scenę. Zostało tylko 10 minut. Tylko 10 minut, które dzieliło
nas, Polish Beliebers od ujrzenia Justina Drew Biebera - naszego idola, naszej
inspiracji, chłopaka, dzięki któremu nasze życie stało się lepsze. Minuty coraz
szybciej upływały. Ze sceny dobiegał głos DJ James’a, który rozgrzewał
publiczność. Minuta. Tylko 60 sekund. Każda Polish Belieber odliczała sekundy
razem z DJ. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy… Nie mogłam w to
uwierzyć.
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3… 2… 1!
ZACZYNAMY ZABAWĘ!
Spośród dużej chmury dymu wyłonił się On. Zaczęły się
pierwsze dźwięki melodii ‘All around the world’. Justin po chwili powiedział:
Polish Beliebers, czy wy też chcecie być kochani? (nawiązanie do linijki: Cause all around the world
people want to be loved). Kanadyjczyk zaczął śpiewać piosenkę, przy czym
tańczył wraz ze swoim zespołem. Po AATW zaśpiewał Take you, a następnie Right
here.
- Witaj Polsko! – jego głos cudownie zadźwięczał w moich
uszach – Jak się dziś macie? Dziękuję za tak liczne przyjście na koncert… Nawet
nie wiecie, jak się cieszę, że mogę tu wystąpić! Dziękuję, że o to
walczyliście. Czy jesteście gotowi na najlepszą noc swojego życia? Jeśli tak…
RUSZAMY! Pamiętajcie, że dopóki będziecie mnie kochać, będę waszą platyną,
waszym srebrem, złotem… LEGGO!
Po tych słowach JB zaśpiewał As long as you love me, a
następnie Somebody to love z wcześniejszej płyty. Publiczność bawiła się
cudownie, każda Belieber skakała oraz śpiewała wraz z Justinem. Kanadyjczyk
nagle przerwał kawałek, po czym spytał się nas:
- Drogie dziewczyny… Czy mogę zostać waszym chłopakiem?
Justin zabawnie poruszał brwiami, po czym zaczął śpiewać
Boyfriend. Jego ruchy sprawiały, że na hali panowała podwyższona temperatura :D
Po skończonym utworze Justin zniknął za kurtyną, a na scenie pojawił się zespół
The Wanted, który był drugim suportem Justina podczas trasy. Skład zaśpiewał
kilka piosenek, po czym na scenie zgasły światła. Po chwili jeden reflektor
zaświecił wprost na Justina, który siedział na taboreciku z gitarą w ręku.
Nastąpiła ‘melancholijna’ część koncertu.
- Well… Jak już wspomniałem wcześniej, jesteście naprawdę
cudownymi fanami! Mimo tylu przeszkód, nie poddaliście się i za to was
najbardziej kocham. Wiem, że czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale po to
tutaj jestem – by was wspierać. I pamiętajcie – cokolwiek by się nie stało…
Everything’s gonna be… alright.
Justin zaczął śpiewać utwór, podczas którego każda z nas
wyjęła święcące pałeczki, którymi machałyśmy. Pozostał tylko blask reflektora
oraz głos Justina. Po Be Alright Justin zaśpiewał Up, Fall, a następnie Never
let you go. Podczas tego wieczoru po raz drugi w moich oczach zagościły łzy. Były
to łzy szczęścia. Od pierwszego przesłuchania NLYG marzyłam, by usłyszeć tą
piosenkę na żywo. Zauważyłam, że moja przyjaciółka, która stała obok też miała
‘wodę’ w oczach. Przytuliłam ją i w uścisku wysłuchałyśmy utworu do końca. Gdy
Justin skończył śpiewać, odłożył gitarę na bok i rozglądnął się po sali. Na
jego twarzy gościł uśmiech oraz miał iskierki szczęścia w oczach. To było
niesamowite uczucie wiedząc, że on uszczęśliwia nas, a my jego.
- Tyle pięknych dziewczyn pojawiło się dziś na moim koncercie. I tak zastanawiam się… Ile
z was jest singiel kami – momentalnie sala z cichego miejsca stała się chyba
najgłośniejszym w całej Europie – Och, wnioskuję, że dużo – Justin zaśmiał się
lekko – A ile z Was czuje się samotnych? – kolejna salwa krzyków ze strony
publiczności – O, też dość dużo. Wiecie po co was się o to pytam? Gdyż dziś,
właśnie tutaj, w Łodzi… Wybiorę swoją One less lonely girl.
Każda z Polish Beliebers na sali wraz z Justinem zaczęła
śpiewać jeden z jego najbardziej znanych utworów. Kanadyjczyk podszedł do
granicy sceny, gdzie następnie uścisnął ręce fanów z pierwszych rzędów. Po
chwili jedna z nas wyszła na scenę. Poznawałam tą dziewczynę. Zaledwie tydzień
temu rozmawiałam z nią na tinychat, gdzie wspólnie jarałyśmy się koncertem.
Szczęściara – pomyślałam w myślach. Dziewczyna miała łzy w oczach, a gdy
podszedł do niej Justin z wielkim bukietem róż – o mało co nie zemdlała. Biebs
przytulił ją mocno i szepnął do jej ucha: Spokojnie to tylko ja. Każda z nas
wydała słynne: awww, gdyż Jus zapomniał, że wszystko co mówi słychać na całej
hali. Z niewielką pomocą tancerzy dziewczyna zeszła ze sceny. Justin ponownie
się uśmiechnął i zaczął śpiewać Love me like you do. Wiele dziewczyn musiało
usiąść z wrażenia na krzesełkach (dlaczego – chyba nie muszę tłumaczyć). Po
skończonej piosence Justin znikł ze sceny, a na tablicy pojawił się wielki
napis: To już koniec. Dziękuję Wam za wszystko. Jesteście wspaniali!
Publiczność zaczęła krzyczeć sławne ‘Buuu’ oraz ‘Chcemy więcej!’. Po chwili na
scenie pojawił się z powrotem Justin.
- Niestety, koncert dobiegł już końca. Dziękuję wam za
wszystko, jesteście wspaniali! Chciałem wam tylko powiedzieć, byście po prostu…
Wierzyli. Just believe.
Ostatnim utworem, jaki Justin zaśpiewał tego wieczoru było
‘Believe’. Na telebimie za chłopakiem ukazały się jego zdjęcia – gdy grał na
gitarze w Stratford, z początków kariery. Każda z nas śpiewała razem z nim piosenkę.
To było niesamowite. Pod koniec utworu chórem krzyknęliśmy: DZIĘKUJEMY.
Szczerze? W oczach Justina dostrzegłam łzy. Był naprawdę szczęśliwy. I to
szczęście dałyśmy mu my, rodzina Polish Beliebers.
“To what
you can do, You just gotta believe…” J
___
Zwycięskie opowiadanie z opb.xx.pl Dziękuję wszystkim,
którzy na mnie głosowali i pisali pochlebne zdanie o moim ‘opowiadanku’.
Naprawdę, jestem Wam za to ogromnie wdzięczna! #muchlove

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz