24.8.12

Believe Tour - my story.


“Cause everything starts from something, but something would be nothing, nothing if your heart didn’t dream with me…” – Tak. Właśnie piosenka Believe towarzyszyła mi od rana w drodze do Łodzi. Po co tam jechałam? Spełnić marzenia. Zobaczyć osobę, dzięki której tak naprawdę uwierzyłam w siebie. Dzięki której nie poddaję się i dążę do swych marzeń. Czy to nie cudowne? Dla mnie owszem. Od zawsze tego pragnęłam. Chciałam spotkać Justina oraz inne Polish Beliebers. W końcu nam się udało. Po długich walkach właśnie NAM udało się wygrać marzenia. Powoli dojeżdżałam do hali, przed którą zebrał się już spory tłumek fanek Kanadyjczyka. Każda z nich trzymała plakaty z jego podobizną oraz Polskie flagi. Gdy wysiadłam z samochodu, dołączyłam do Beliebers i rozpoczęłyśmy odliczanie. Zostały tylko 2 godziny. Tylko tyle czasu dzieliło nas od spełnienia największego marzenia… Wiele z nas śmiało się, inne płakały ze szczęścia. Nadal nie mogłyśmy w to uwierzyć. Coś, co na pozór było nie do osiągnięcia, coś, o czym tyle marzyłyśmy – właśnie się dzieje. Po kilku wspólnie wyśpiewanych piosenkach, tańcach, mini-paradzie, ochroniarze otworzyli drzwi do hali. Przed wejściem uformowała się dość długa kolejka, jednak na moje szczęście, stałam na jej początku. Po ok. 10 minutach byłam już w środku. Niedaleko drzwi uplasowało sobie miejsce stoisko z pamiątkami z trasy. Były tam m.in. koszulki, kubki i inne gadżety związane z Justinem. Po zakupieniu drobnego upominku udałam się na salę, gdzie miał odbyć się koncert. Cóż – muszę przyznać, że była ogromna. Na szczęście miałam miejsce w sektorze, który mieścił się blisko sceny, dlatego wszystko bardzo dobrze widziałam. Po zajęciu miejsc przez większość osób, wybiła upragniona godzina – 18:30. Po kilku minutach na scenę weszła Carly, która rozgrzewała publiczność przed występem Justina. Dziewczyna zaśpiewała kilka swoich kawałków, m.in. Call me maybe dzięki któremu wszystkie osoby na hali poczuły TĄ atmosferę. Na tablicy za nią pojawił się zegar, który odliczał końcowy czas do wyjścia JB na scenę. Zostało tylko 10 minut. Tylko 10 minut, które dzieliło nas, Polish Beliebers od ujrzenia Justina Drew Biebera - naszego idola, naszej inspiracji, chłopaka, dzięki któremu nasze życie stało się lepsze. Minuty coraz szybciej upływały. Ze sceny dobiegał głos DJ James’a, który rozgrzewał publiczność. Minuta. Tylko 60 sekund. Każda Polish Belieber odliczała sekundy razem z DJ. W moich oczach momentalnie pojawiły się łzy… Nie mogłam w to uwierzyć. 
10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3… 2… 1!
ZACZYNAMY ZABAWĘ!
Spośród dużej chmury dymu wyłonił się On. Zaczęły się pierwsze dźwięki melodii ‘All around the world’. Justin po chwili powiedział: Polish Beliebers, czy wy też chcecie być kochani? (nawiązanie do linijki: Cause all around the world people want to be loved). Kanadyjczyk zaczął śpiewać piosenkę, przy czym tańczył wraz ze swoim zespołem. Po AATW zaśpiewał Take you, a następnie Right here.
- Witaj Polsko! – jego głos cudownie zadźwięczał w moich uszach – Jak się dziś macie? Dziękuję za tak liczne przyjście na koncert… Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że mogę tu wystąpić! Dziękuję, że o to walczyliście. Czy jesteście gotowi na najlepszą noc swojego życia? Jeśli tak… RUSZAMY! Pamiętajcie, że dopóki będziecie mnie kochać, będę waszą platyną, waszym srebrem, złotem… LEGGO!
Po tych słowach JB zaśpiewał As long as you love me, a następnie Somebody to love z wcześniejszej płyty. Publiczność bawiła się cudownie, każda Belieber skakała oraz śpiewała wraz z Justinem. Kanadyjczyk nagle przerwał kawałek, po czym spytał się nas:
- Drogie dziewczyny… Czy mogę zostać waszym chłopakiem?
Justin zabawnie poruszał brwiami, po czym zaczął śpiewać Boyfriend. Jego ruchy sprawiały, że na hali panowała podwyższona temperatura :D Po skończonym utworze Justin zniknął za kurtyną, a na scenie pojawił się zespół The Wanted, który był drugim suportem Justina podczas trasy. Skład zaśpiewał kilka piosenek, po czym na scenie zgasły światła. Po chwili jeden reflektor zaświecił wprost na Justina, który siedział na taboreciku z gitarą w ręku. Nastąpiła ‘melancholijna’ część koncertu.
- Well… Jak już wspomniałem wcześniej, jesteście naprawdę cudownymi fanami! Mimo tylu przeszkód, nie poddaliście się i za to was najbardziej kocham. Wiem, że czasami jest lepiej, czasami gorzej, ale po to tutaj jestem – by was wspierać. I pamiętajcie – cokolwiek by się nie stało… Everything’s gonna be… alright.
Justin zaczął śpiewać utwór, podczas którego każda z nas wyjęła święcące pałeczki, którymi machałyśmy. Pozostał tylko blask reflektora oraz głos Justina. Po Be Alright Justin zaśpiewał Up, Fall, a następnie Never let you go. Podczas tego wieczoru po raz drugi w moich oczach zagościły łzy. Były to łzy szczęścia. Od pierwszego przesłuchania NLYG marzyłam, by usłyszeć tą piosenkę na żywo. Zauważyłam, że moja przyjaciółka, która stała obok też miała ‘wodę’ w oczach. Przytuliłam ją i w uścisku wysłuchałyśmy utworu do końca. Gdy Justin skończył śpiewać, odłożył gitarę na bok i rozglądnął się po sali. Na jego twarzy gościł uśmiech oraz miał iskierki szczęścia w oczach. To było niesamowite uczucie wiedząc, że on uszczęśliwia nas, a my jego.
- Tyle pięknych dziewczyn pojawiło się dziś  na moim koncercie. I tak zastanawiam się… Ile z was jest singiel kami – momentalnie sala z cichego miejsca stała się chyba najgłośniejszym w całej Europie – Och, wnioskuję, że dużo – Justin zaśmiał się lekko – A ile z Was czuje się samotnych? – kolejna salwa krzyków ze strony publiczności – O, też dość dużo. Wiecie po co was się o to pytam? Gdyż dziś, właśnie tutaj, w Łodzi… Wybiorę swoją One less lonely girl.
Każda z Polish Beliebers na sali wraz z Justinem zaczęła śpiewać jeden z jego najbardziej znanych utworów. Kanadyjczyk podszedł do granicy sceny, gdzie następnie uścisnął ręce fanów z pierwszych rzędów. Po chwili jedna z nas wyszła na scenę. Poznawałam tą dziewczynę. Zaledwie tydzień temu rozmawiałam z nią na tinychat, gdzie wspólnie jarałyśmy się koncertem. Szczęściara – pomyślałam w myślach. Dziewczyna miała łzy w oczach, a gdy podszedł do niej Justin z wielkim bukietem róż – o mało co nie zemdlała. Biebs przytulił ją mocno i szepnął do jej ucha: Spokojnie to tylko ja. Każda z nas wydała słynne: awww, gdyż Jus zapomniał, że wszystko co mówi słychać na całej hali. Z niewielką pomocą tancerzy dziewczyna zeszła ze sceny. Justin ponownie się uśmiechnął i zaczął śpiewać Love me like you do. Wiele dziewczyn musiało usiąść z wrażenia na krzesełkach (dlaczego – chyba nie muszę tłumaczyć). Po skończonej piosence Justin znikł ze sceny, a na tablicy pojawił się wielki napis: To już koniec. Dziękuję Wam za wszystko. Jesteście wspaniali! Publiczność zaczęła krzyczeć sławne ‘Buuu’ oraz ‘Chcemy więcej!’. Po chwili na scenie pojawił się z powrotem Justin.
- Niestety, koncert dobiegł już końca. Dziękuję wam za wszystko, jesteście wspaniali! Chciałem wam tylko powiedzieć, byście po prostu… Wierzyli. Just believe.
Ostatnim utworem, jaki Justin zaśpiewał tego wieczoru było ‘Believe’. Na telebimie za chłopakiem ukazały się jego zdjęcia – gdy grał na gitarze w Stratford, z początków kariery. Każda z nas śpiewała razem z nim piosenkę. To było niesamowite. Pod koniec utworu chórem krzyknęliśmy: DZIĘKUJEMY. Szczerze? W oczach Justina dostrzegłam łzy. Był naprawdę szczęśliwy. I to szczęście dałyśmy mu my, rodzina Polish Beliebers.
“To what you can do, You just gotta believe…” J
___

Zwycięskie opowiadanie z opb.xx.pl Dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali i pisali pochlebne zdanie o moim ‘opowiadanku’. Naprawdę, jestem Wam za to ogromnie wdzięczna! #muchlove




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz