Czy warto okłamywać ukochaną osobę? Osobę, która jest dla
Was najważniejsza… Gdy pragniecie tylko jej szczęścia? A wiecie, że wy nie
jesteście w stanie jej tego zapewnić. Te pytania dręczyły mnie od czasu, gdy
dowiedziałam się o swojej chorobie. Nie, nie chciałam współczucia. Nie było mi
ono potrzebne. Nie chciałam zranić ludzi swoim odejściem. Na zawsze. Dlatego zdecydowałam,
że zerwę wszelkie kontakty z przyjaciółmi, z Justinem. Musiałam to zrobić.
Chłopak się spóźniał. Z jednej strony to dobrze, bo cały
czas nie wiedziałam jak ubrać swoje uczucia w słowa. Z drugiej natomiast
wolałam mieć już to za sobą. Powiedzenie słów: Przestałam Cię kochać, gdy nadal
to było prawdą było najgorsze. Na horyzoncie pojawił się mój ukochany. Już z
daleka uśmiechał się, jego oczy były przepełnione radością na mój widok.
- Witaj kochanie – Justin podbiegł i chciał mnie czule
pocałować, jednak ja go odtrąciłam. Chwila ciszy. Pustka w głowie. Nie, nie
wiedziałam jak to zrobić. Popatrzyłam mu w oczy. Promyki szczęścia zniknęły.
- To koniec – jedyne, co dałam radę wypowiedzieć…
* 3 miesiące później * - perspektywa Justina
Nie mogę nadal
zrozumieć jej decyzji. Przecież było tak dobrze, zawsze byłem przy niej. Nie
wiem czemu to zrobiła. Czy ona mnie kiedykolwiek kochała? Czy po prostu chciała
się zabawić moim kosztem? Tyle niewiadomych w mojej głowie. Nie wiedziałem NIC.
Totalna pustka. W umyśle, w sercu… Wiedziałem tylko tyle, że nie potrafiłem bez
niej żyć.
Przeglądałem kolejny folder z naszymi zdjęciami. Jej oczy,
włosy, uśmiech… Wszystko w niej kochałem. Mówią, że na świecie nie ma ideałów.
Jednak to nieprawda. Ona była, jest cudowna w każdym calu. Nie, nie mogę tego
tak zostawić. Pobiegłem po telefon, a następnie szybko ubrałem buty. Zmierzałem
w kierunku jej domu. Po jakimś czasie byłem na miejscu. Nikogo nie było. Albo
nie chcieli mi otworzyć. Usiadłem na ławce, która znajdowała się na werandzie
jej domu. Przypomniały mi się wszystkie wspaniałe chwile, które z nią
przeżyłem. Każdy pocałunek, każda rozmowa z nią była dla mnie najważniejsza… Po
kilkunastu minutach spostrzegłem wchodzącą do domu obok starszą kobietę.
Podszedłem do niej i przywitałem się. Jednak nie mogłem powstrzymać języka za
zębami i wypaliłem od razu:
- Nie wie może Pani, co dzieje się z rodziną, która mieszka
obok, tutaj, w tym domu – wskazałem palcem na budynek.
- Ostatnio rzadko tu bywają. Większość czasu spędzają na
wyjazdach do różnych klinik. Z tego co wiem, teraz znajdują się w szpitalu w
naszym mieście.
- W szpitalu? – dopiero po chwili zacząłem kontaktować. Nie
czekałem na odpowiedź. Czym prędzej pobiegłem na przystanek, który znajdował
się przy ulicy obok. Chwila czekania na autobus i już zmierzałem w stronę
miejsca, o którym powiedziała mi Pani Grey.
* pół godziny później *
Dotarłem do szpitala. Szczerze? Nie wiedziałem gdzie iść,
dopóki nie zauważyłem mamy mojej ukochanej. Gdy ta zobaczyła mnie, podeszła
powoli.
- Justin? – powiedziała zdziwionym głosem – Co, co Ty tutaj
robisz? Dowiedziałeś się o…
- O czym? – przerwałem jej w połowie zdania – Może mi w
końcu ktoś powiedzieć o co chodzi? 3 miesiące temu Pani córka zerwała ze mną.
Nie wiem czemu, nie wiem co się dzieje. Teraz jak widać leży w szpitalu. Gdzie
ona jest?
- Chyba powinieneś sam z nią o tym porozmawiać – powiedziała
i zaczęła iść długim korytarzem. Szedłem za nią. Nie mogłem uwierzyć w to, co
zdarzyło się za chwilę. Wkroczyliśmy na teren oddziału: Onkologia. To może
oznaczać jedno.
- Tutaj leży – z rozmyślań wytrąciła mnie kobieta, po czym
wskazała na zamknięte drzwi.
Nie wiedziałem, czy powinienem tam wejść.
*Perspektywa głównej bohaterki*
Tęsknię za nim. I to strasznie. Nadal nie mogę wybaczyć
sobie tego, co zrobiłam. Jednak tak jest lepiej. Zapewne on mniej cierpi.
Drzwi do sali, w której leżę zaczęły się uchylać. Myślałam,
że to moja mama, która poszła do bufetu kupić sobie coś do jedzenia. Jednak
nie. Zobaczyłam tam chłopaka. Justina. Nie mogłam uwierzyć, w to co się dzieje.
Jak on mnie tu znalazł? Po co przyszedł? Łzy zaczęły napływać do moich oczu.
Poczułam pierwsze krople na moich polikach.
Justin nic nie mówił. Podszedł do mnie i przytulił. Brakowało mi tego…
Minęło trochę czasu, zanim wypuścił mnie ze swych objęć.
- Czemu, czemu mi nie powiedziałaś? – zapytał się ściszonym
głosem – Przecież wiesz, że możesz zawsze na mnie liczyć…
- Ja… Ja wiem, nie powinnam. Ale myślałam, że tak będzie
lepiej. Nie mogłam znieść myśli, że będziesz przeze mnie smutny, przygnębiony.
- Ale wiesz, że pomógłbym Ci z chorobą…
- To nie takie proste – przerwałam mu – Mojej choroby nie da
się ot tak wyleczyć. To nie przeziębienie – czułam, że siły powoli ze mnie
wypływają. – Justin, przepraszam. Ja nie chciałam, naprawdę…
- Shawty, kocham Cię – powiedział i zaczął płakać. Chciałam
mu odpowiedzieć, jednak jedyne, co udało mi się wyjąkać to „Ja, ja też…”
Świat zaczął wirować. Wszystkie cudowne chwile, które
przeżyłam z chłopakiem pojawiły się przed moimi oczyma. Małe światło, które
znajdowało się gdzieś w oddali, powoli zwiększało się. Nie chciałam iść w jego
stronę. Ale jakaś siła pchała mnie.
Będę zawsze przy nim. Będę jego aniołem. Na zawsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz