Stratford, 1 marzec 2011r.
- Juuuuustin! – krzyknęłaś na widok chłopaka, który właśnie
wysiadał z auta z wielką walizką od Gucciego. – Jak dobrze, że jesteś –
podeszłaś i przytuliłaś przyjaciela. – Wszystkiego najlepszego!
- Awww, moja mała [TI] – powiedział słodkim głosem Justin.
Momentalnie kolana ugięły się pod Tobą. Znowu to uczucie, które towarzyszyło Ci
od jakichś dwóch lat. Justin był Twoim najlepszym przyjacielem, jednak Ty
czułaś do niego coś więcej. Nie powiedziałaś mu o tym, bo zwyczajnie bałaś się tego. Bałaś się jego reakcji na słowa:
Kocham Cię, które wypłynęłyby z Twoich ust. Bałaś się, że stracisz osobę, na
której najbardziej Ci zależy. – To co… - z rozmyślań wyrwał Cię Justin –
wejdziemy do środka i przyszykujemy dom na przyjęcie?
- No jasne – odpowiedziałaś, po czym oboje weszliście do
pięknej willi, którą Kanadyjczyk kupił po rozpoczęciu kariery.
Przygotowania trwały w najlepsze, jednak pewna rzecz była
dla Ciebie dziwna. Cały czas czułaś na sobie wzrok chłopaka. Niby nic takiego, ale…
nigdy tak się nie zachowywał. Gdy salon został przystrojony, jedzenie
ugotowane, poszłaś do pokoju gościnnego przyszykować się na przyjęcie. Miałaś
dziś spać u Justina aby ‘Pilnować domu’ jak to powiedziała jego mama. Sama
udała się do koleżanki, by nie przeszkadzać Wam w imprezie. Po godzinie byłaś
gotowa i udałaś się do salonu, gdzie kilku gości zajadało się chipsami i
paluszkami.
Impreza trwała już jakieś 2 godziny, większość zaproszonych
chodziła zygzakiem po domu, szukając kolejnych puszek z trunkami. Tylko kilka
osób nie piło – Ty, Justin i dziewczyna, którą znałaś ze szkoły. Chociaż
przyjęcie było wspaniałe, było Ci smutno z jednego powodu – nie mogłaś zamienić
ani jednego słowa z przyjacielem, który był zajęty imprezowiczami. Koło 2 nad
ranem koledzy zaczęli się zbierać i nastąpiła akcja: Holowanie zgonów do domu.
Zostałaś tylko Ty i Justin. W pokoju pełnym plastikowych kubeczków, talerzyków
ze smakołykami oraz innych rzeczy, które latały podczas bitwy urodzinowej.
- Pora wziąć się za sprzątanie, co? – schyliłaś się po pustą
puszkę piwa i podałaś Justinowi – Ty zbierz wszystkie śmieci, ja umyję
naczynia, dobrze?
- Mmm, jasne, okej – odpowiedział chłopak.
Po godzinie dom w końcu wyglądał jak dom, a Ty wyczerpana
opadłaś na miękkiej sofie, która o dziwo! Nie została ubrudzona przez Chaza,
który postanowił oblać wszystkich szampanem. Tak, Chaz i jego pomysły – czasami
nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Ale to był Chaz – jemu wolno robić
takie rzeczy. Po chwili dołączył do Ciebie Jus, który wyniósł kolejny wór
śmieci do kosza przed willą. Zapadła cisza. Słyszałaś tylko równomierny oddech
Twojego przyjaciela.
- Wiesz… - zaczął mówić – Nawet nie zdążyłem zamienić z Tobą
ani jednego słowa na imprezie, przepraszam…
- Justin, nie musisz mnie przepraszać – przerwałaś mu – To
Twoje urodziny, było zaproszonych 50 gości, rozumiem.
Chłopak uśmiechnął się
po czym dodał:
- Chciałem Ci tylko powiedzieć, że wyglądałaś zjawiskowo…
Jak zwykle zresztą – ostatnie słowa dodał szeptem, tak jakby się bał Twojej reakcji
– Słuchaj! – poderwał się z kanapy i stanął przed Tobą – Minęło 5 godzin
zabawy, a ja nawet z Tobą nie zatańczyłem. Czy mogę prosić szanowną Mademoiselle
do tańca?
Nie zdążyłaś odpowiedzieć, gdyż Justin złapał Cię za ręce i
powlókł na ‘mini parkiet’, który znajdował się niedaleko Was. Włączył wieżę, z
której zaczęły wydobywać się pierwsze dźwięki melodii. Poznałaś od razu. Never
let You go - piano version. Uwielbiałaś tę piosenkę. Była taka magiczna…
Zakochałaś się w niej od pierwszego usłyszenia. Tańczyliście wtuleni w siebie…
Czułaś jego oddech na swojej szyi – doprowadzało cię to do istnego szaleństwa.
Jego ręce powoli wędrowały po Twoich plecach, aż w końcu zatrzymały się na
biodrach. Po chwili Justin
zaczął śpiewać:
It's like
an angel came by and took me to Heaven
'Cause when
I stare in your eyes, it couldn't be better
Let the
music blast
We gon' do
our dance
Bring the
doubters on, they don't matter at all
'Cause this
life's too long, and this love's too strong
So baby
know for sure,
That I'll never
let you go…
Justin spojrzał Ci prosto w oczy. Jego wzrok przeszywał Cię
na wskroś, a brązowe tęczówki przyciągały tajemniczą siłą. JB przybliżał coraz
bardziej swoją twarz do Twojej, aż w końcu oparł się czołem o nią… Wasze usta
dzieliło zaledwie parę milimetrów. Nigdy nie sądziłaś, że dojdzie do takiej
sytuacji między Wami. Jednak stało się. Muzyka ucichła, a odległość między
Waszą dwójką kurczyła się z każdą milisekundą. Po chwili poczułaś jego
delikatne, rozgrzane wargi na swoich. Zawsze chciałaś wiedzieć, jak smakują
jego usta. Zawsze chciałaś wiedzieć jakie to uczucie, gdy osoba, którą kochasz
nad życie całuje Cię. Odwzajemniłaś pocałunek, który z każdym momentem stawał
się coraz bardziej zachłanniejszy. Zatraciliście się w sobie. Poczułaś, że zaczynasz
się unosić. Tak, to Justin wziął Cię na ręce, a Ty oplotłaś go nogami wokół
pasa. Między kolejnymi pocałunkami uśmiechnęłaś się, wiedząc, do czego zaraz
dojdzie. Kolejna zaleta Waszej przyjaźni: Czasami bez słów rozumieliście się.
Wystarczyło spojrzenie, gest… Justin zaczął nieść Cię do sypialni, która
znajdowała się na piętrze. Po kilku minutach poczułaś chłód satynowej pościeli
pod plecami… W mgnieniu oka pozbyliście się ubrań, które nie pozwalały Wam na
kolejny krok, który i tak nastąpił tej nocy.
Pożądanie i namiętność wzięły górę.
*kilka godzin później*
Promienie słońca, które wpadały przez okno znajdujące się
naprzeciwko łóżka obudziły Cię. Na początku nie wiedziałaś gdzie jesteś, jednak
po chwili przypomniałaś sobie poprzednią noc. Imprezę, taniec, pierwszy raz,
który przeżyłaś z najważniejszą osobą w Twoim życiu. Leżałaś na klatce
piersiowej Justina słysząc bicie jego serca.
- Obudziłem Cię? – usłyszałaś zachrypnięty głos chłopaka.
Spojrzałaś na niego. Kanadyjczyk uśmiechał się i bawił Twoimi
włosami. Dopiero teraz zauważyłaś iskierki radości w jego oczach.
- Nie, nie obudziłeś mnie – odpowiedziałaś. – Od dawna nie
śpisz?
- Jakąś godzinę, może trochę dłużej. Tak słodko spałaś, że
nie miałem sumienia by Cię obudzić kochanie…
Justin przybliżył się do Twoich ust i zachłannie wpił się w
nie. Uwielbiałaś to uczucie.
Leżeliście jeszcze kilkanaście minut wtuleni w siebie, po
czym Justin poszedł zrobić Wam śniadanie, a Ty zawędrowałaś do łazienki, gdzie
wzięłaś prysznic. Ciepły strumień wody spływał po Twoim ciele, co odprężało
Cię. Stałaś tak kilka minut, gdy poczułaś jak coś okala Cię w pasie.
Wystraszyłaś się z lekka.
- Spokojnie, to tylko ja Shawty… Pomyślałem, że nic się nie
stanie, gdy razem się wykąpiemy – powiedział Justin, po czym musnął Twoją
szyję. Po wspólnej kąpieli chłopak ubrał swoje ulubione bokserki i dresowe
spodnie. Natomiast Ty przypomniałaś sobie, że zapomniałaś wziąć torbę z
ciuchami z pokoju obok. Zaczęłaś rozglądać się po łazience, w której leżała
tylko koszula Justina z przyjęcia.
- Mogę pożyczyć? – zapytałaś chłopaka – Wiesz, nie chcę
chodzić w samej bieliźnie po Twoim domu…
Justin spojrzał na Ciebie wzrokiem pod tytułem „What the
fuck?” po czym dodał:
- No chyba się mnie nie wstydzisz, co… - mówiąc to wystawił
język, jednak widząc, jak się rumienisz podszedł do Ciebie i przytulił od
tyłu. – Wiesz co właśnie robię?
Przytulam do siebie najpiękniejszą dziewczynę na świecie, która ma najbardziej
niesamowite ciało, jakie kiedykolwiek widziałem. A co do pytania: Jasne, możesz
pożyczyć kochanie! – wypowiedziawszy ostatnie słowo Jus pocałował Cię w
policzek. – Masz ochotę na śniadanie?
- Tak, z miłą chęcią, zjadłabym coś. – odpowiedziałaś.
Justin ponownie wziął Cię w swoje objęcia i zaniósł do kuchni, gdzie posadził
Cię na blacie.
- To na co masz ochotę… Hmmm…. Truskawki, pomarańcze,
winogrono, jogurt, tost, czy może na mnie? – Kanadyjczyk posłał Ci uśmiech nr
5, który wywołał u Ciebie śmiech.

ciekawe... ;)
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz ;* pozdrawiam
25 year-old Social Worker Abdul Hucks, hailing from Keswick enjoys watching movies like "Whisperers, The" and Computer programming. Took a trip to Madriu-Perafita-Claror Valley and drives a Chevrolet Corvette L88. zawartosc
OdpowiedzUsuń